RSS
piątek, 20 maja 2011
Dzień za dniem

Zjawisko braku czasu jest po prostu niesamowite, prawda?

Na szczęście nie mam zbyt wielu zaległosci, ale niestety, gdy biorę się za jedno, cierpi na tym coś innego, w moim przypadku są to robótki, a co za tym idzie - blog. Wiadomo, na uczelni powoli zbliża się sesja, trzeba się wziąść do roboty. W sumie, to i tak nie różni się to od tego, co jest teraz, najwyraźniej już się od książek i notatek nie oderwę :) Niestety, nic nie ma na zrozumienie, tylko na wykucie, ale ministrem nie jestem i systemu nie zmienię, pozostaje sie tylko uczyć. 

Poza nauką jeden z weekendów poświęciłam na świętowanie urodzin, w końcu nie co roku wypada ten właśnie trzynasty piątek ;) Przy okazji pojechalam na Juwenalia. Postanowiłam ograniczyć trochę ślęczenie nad książkami i robótkami na rzecz zadbania o siebie. Pierwsze efekty w postaci kilku utraconych kilogramów już są! To wymaga sporej uwagi, zwłaszcza latanie na zajęcia. W moim przypadku to siłownia i nordic walking. Jak to miło pocić się na świeżym powietrzu po tej długiej i mroźnej zimie...

Zaraz pochwalę się kilkoma parami kolczyków, które w ostatnim czasie powstały. Przede wszystkim to efekt kursu filcowania, więc będą to kolczyki z dominacją filcu.

Czarno-szare powstaly z paseczków filcu, trzeba było użyć kleju, bo inaczej harmonijka się rozwalała, to właśnie klejenie zajęło najwięcej czasu przy tych kolczykach. Szybko i łatwo.

Brązowe kuleczki,a właściwie pierwszą ufilcowałam na kursie. Metoda na sucho według mnie w przypadku kulek nie jest najlepsza, bo kulki są jakieś takie nieładne. Najpierw na brązowym tle były czarne kropeczki, ale po wykonaniu pary kolczyków jakoś dalej mi nie pasowały. Już ze szpilkami w środku dodałam troszkę czarnej wełny i zrobiłam zawijaski. 

Pomarańczowo-rudawe kwadraciki zrobiłam za pomocą igieł, na mokro byłoby chyba trudno. Podobnie jak fioletowe serduszka, które powstały na kursie. Nie mam pojęcia skąd organizatorki wzięłytak maleńkie foremki metalowe... Szukałam podobnych już chyba wszędzie, w kilku sklepach dowiedziałam, że kiedyś takie były w sprzedaży. Buu..

I ostatnia para, tym razem juz tylko koralikowa. Kwadraciki czekały na swoją kolej już chyba cztery lata. Kiedy weszłam w ich posiadanie, wiedziałam, że powstaną z nich kolczyki i nareszcie się udało.

Jestem ze wszystkich par zadowolona, bo są leciutkie, a przede wszystkim niepowtarzalne! :)

W dalszym ciągu powoli powstaje kwadracik numer trzy na kanwie słownika ogródkowego Obsesja Kasiulka, wczoraj dostalam kanwę Milenki.

A moje słowniki utknęły... :( Znowu... Torebkowy u Maknety, a ogródkowy u Anetakam... Po prostu brakuje mi słów. Takie zachowanie skutecznie zniechęca, chyba więcej już nie wezmę udziału w żadnym RR. 

Pozdrawiam zaglądających!

11:56, isana_haft
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 kwietnia 2011
Urodzinowe prezenty

Post powielkanocny będzie dotyczył prezentów, które wykonałam i wręczyłam jubilatom już w pierwszej połowie kwietnia. Najpierw powstała kartka z haftem matematycznym. W tej dziedzinie czuję się znacznie pewniej niż w wykonywaniu kartek, ale efekt końcowy jest raczej zadowalający. W środku kieszkonka na prezent ze znakiem wodnym.

 

 Zbliżenie na wzór:

 

Potem miałam okazję wręczyć drobną niespodziankę trochę straszej osobie i to w dodatku innej płci :) Mam nadzieję, że reakcja obdarownej nie była oszukana, hihi. Kolczyki w wersji marynistycznej uproszczonej. Do ich wykonania użyłam granatowego i czerownego kordonka, który na zdjęciu przekłamuje, że jest fioletowy. Szydełkowe kwadraciki robiłam z przyjemnością, wzorek wykombinowany, ale bardzo prosty. Szkoda, że nie mam takich więcej, ale może jeszcze kiedyś wena mnie dopadnie. 

 

Ciężko mi określić, w jakiej intensywności będą powstawały kolejne prace, ale powstają! W szczególności kolczyki, bo to szybka robota i efekty widać. Nareszcie dostałam słownik ogródkowy, więc na polu wspólnych zabaw coś się będzie działo. 

I mnie dopadło przeziębienie, weekend majowy spędzę z ostrożności na pracach domowych... No dobra, na nauce. To już tak od kilku lat, a zaczęło się od matury - siedziałam na balkonie i czytałam opracowania lektur, a kilka metrów obok mnie co? Spacerki, rowerki, grillki... Może za dwa lata? 

Mimo wszystko nie zazdroszczę, a serdecznie życzę udanego wypoczynku tym, którzy mogą wypoczywać. Dziękuję za odwiedziny i komentarze i proszę o jeszcze!

morsia- Ja też nie lubiałam broszek, nigdy ich nie nosiłam, ale wpadłam... Nie ma to jak fajna broszka! 

20:47, isana_haft
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 kwietnia 2011
Wielkanoc 2011

W tym roku niewiele u mnie prac wielkanocnych, ale podzielę się z Wami zdjęciami prac zaprezentowanych w galerii Arkady Wrocławskie. Jak zobaczyłam te śliczne jajeczka, to już zabrałam się do roboty. Plany planami, a w życiu różnie bywa.

Niektóre zdobienia zasługują na samodzielną wystawę! Poza jajkami były również ogromne palmy wielanocne. Ja sfotografowałam tylko niewielką jej część.

 

 

 

Obok tej wspaniałej pisanki leżało jedno jedyne jajko ozdobione haftem krzyżykowym. Te kilka zdjęć to oczywiście nie wszytskie koszyczki. Sporo było szydełkowych i kilka ślicznych frywolitek. Ach, te frywolitki...

 

 

Miałam plan wykonać kartki, ale sprawy czasowo - finansowe zmieniły te chęci. Poczyniłam w tej kwestii pewne kroki, ale to zaraz... Bo najpierw muszę się pochwalić piękną kartką od Agnieszki. Kochana, bardzo dziękuję! Mam jedną kartkę wielkanocną ;) Nie mam pojęcia, jak pomalowałaś ten stempelek, ale wyszło cudnie!

Nie chciałam być dłużna, więc posłałam dla Agnieszki kartkę z wcześniej przygotowanym hafcikiem, ale zrobiłam to za późno i nie wiem, czy zdążyła dojśc przed świętami. Jeśli nie, to mam nadzieję, że kurczaczek szybko doleci. Na czarodziejskim koszyczku :) Zdjęcie robione w autobusie w drodze na uczelnię.

Na koniec jednyna robótka wielkanocna dla ozdoby domu. Trochę miałam z tym jajkiem kłopotu, bo opis niezbyt pasował mi do rozmiaru jajka, ale się udało. To znaczy wygląda nawet znośnie.

Tym małym akcentem zbliżam się do końca. Rano już byłam poświęcić jajka. Teraz ostatnie przygotowania (robię kolczyki hihi) i wieczorem na mszę rezurekcyjną. Ech, chyba jeszcze będe musiała poprawić okno, bo było umyte, a teraz mi jakieś .... osrało...!  Grrr :)

Wszystkim bez wyjątku życzę zdrowych, radosnych Świąt Wielkanocnych, spędzonych w miłej atmosferze oraz odpoczynku oraz pogody w sercu i tej za oknem!

Wesołego Alleluja!

 

 

 

14:14, isana_haft
Link Komentarze (3) »
środa, 20 kwietnia 2011
Teraz filc

W moim rankingu prac i form rękodzieła na przód wysuwa się filc. O filcowaniu miałam (a przynjamniej tak mi się wydawało) jakieś pojęcie, ale wiadomo... Na nadmiar czasu nie narzekam. Taki pierwszy prawdziwy kontakt z wełną czesankową miałam na wystawie haftu i od tej pory zainteresowałam się tą dziedziną. Przez przypadek znalazłam ofertę warsztatów organizowanych przez Flafi w ramach Jarmarku Ekologicznego. Trochę się zastanawiałam, ale jednak nie trwało to długo. Bałam się w związku z tym, czy będą jeszcze wolne miejsca, jednak udało się! W minioną sobotę uczyłam się filcowania na mokro, natomiast w niedzielę na sucho.

Jedyny minus to niesubordynacja wełny :) Może jeszcze krótki czas spotkania, ale to tylko dlatego, ze od razu chciałabym się wszystkiego nauczyć. Jednak z moją wiedzą teraz muszę przede wszystkim ćwiczyć.

Filcowanie to dla mnie odmiana po szydełkowaniu i hafcie krzyżykowym. Sądzę, że na tym etapie nie zawsze mogę spodziewać się zamierzonego efektu, tak jak jest w przyadku haftu. Jednak nie  zniechęca mnie to. Mimo złamanej igły będę dalej ćwiczyć. Oj, pewnie jeszcze niejedna igła się połamie i mydło wykończy...

Niestety, za wiele czasu wolnego nie mam, ale nie jestem w tym osamotniona. Gdyby tak było, to chyba zaczęłabym się zastanawiać, czy coś ze mną jest nie tak. O świętach wielkanocnych nawet nie wspominam. Chociaż porządki mam zrobione, to nie mogę liczyć na większą ilośc prac. Na raze w ogóle nie dociera do mnie atmosfera tych uroczystości. Może to przez ciągłe życie w biegu. Przez te wolne dni z pewnością nie będę odpoczywać, mam nadzieję, że energii mi nie zabraknie.

Na razie ufilcowane przeze mnie prace nie nadają się do pokazania, muszę nad nimi trochę popracować. Na wystawie haftu nauczyłam się robić kulki na mokro i z ich wykorzystaniem powstały kolczyki. Różowe mniejsze kulki są mojej produkcji, zaś czarne kupiłam podczas Jarmarku Bożonarodzeniowego, ale musiałam je poprawić :)

Liczę, że moja kolekcja kolczyków i innych akcesoriów powiększy się :)

A może tak być, bo dokonałam liftingu dawno nienoszonego pierścionka. Kiedyś go bardzo lubiłam, ale od kilku lat...

No cóż, gusta się zmieniają, wiek też. Od tych kilku dni pierścionek znów stał się ulubionym.

Żeby nie było przykro temu sympatycznemu ozdobnikowi, zrobiłam kolejne kolczyki. Tym razem w całości zrobione samodzielnie. Oczywiście nie licząc takich produktów jak bigle czy łańcuszek :) Założyłam je na imprezę i pochwaliłam się kilku osobom. W odpowiedzi usłyszałam, że tak się właśnie zastanawiali, czy to sama zrobiłam, bo wyglądają jak ze sklepu. To raczej komplement, prawda? Można szukać takich w sklepie, życzę powodzenia ;)

 

Przed Świętami chciałabym zrobic jeszcze jakiś wpis, zamiar powinien się udać. Póki co przesyłam słoneczne promyki! :)

 

22:39, isana_haft
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Słowo na B

Jest to słowo, którego ostatnio często używam, zamiennie z innymi, ale jednak często. A to z powodu tajemniczej choroby, jaką jest wytwarzanie i noszenie broszek. Latam po sklepach w celu szukania produktów przydatnych do ich wytwarzania i dziubię. Jest to zajęcie czasochłonne, ale mimo wszytsko bardzo przyjemne.

Głównym powodem takiego wysypu była wymiania ciuchów, organizowana w moim mieście. Zwykle jest to jednak wymiana gotówkowa, bo ciężko dobrać dwie osoby do wymienienia się jakimiś rzeczami. Po udziale we wcześniejszej edycji, tym razem lepiej się przygotowałam (czytaj zabrałam ze sobą wielką walichę ciuchów) oraz podgoniłam wyrób broszek celem sprzedaży. Jednak spotkało mnie wielkie rozczarowanie, gdyż byli tam praktycznie sami wystawiający, czyli osoby takie jak ja, pragnące się wyzbyć przytachanego balastu. Niestety, sprzedałam tylko jeden sweterek i żadnej broszki. Liczyłam, że zwróci mi się chociaż za zapięcia. Niemniej jednak z przyjemnością noszę stworzone broszki. Gdyby nie to wydarzenie, to ciężko byłoby mi się zmobilizować do pracy, robiłabym jedną broszkę raz na jakiś czas.

Jak zwykle tworzyłam w nocy, dlatego zdjęcia nie były robione w naturalnym świetle. Kolory jednak dość zbliżone do oryginałów.

Najpierw zaprezentuję standardowe broszki robione na szydełku. Podobne elementy pokazywałam na blogu już wcześniej. Niebieska jest jednak troszkę mniejsza, bo zrobiłam mniej okrążeń. Czerwona intryguje czarną nitką, nie wiem czy dobrze ją widać.

Dalej broszki z materiałów topiących się. Wbrew pozorom nie jest łatwo znaleźć taki materiał, zwłaszcza, że szukałam czegoś bardziej ozdobnego. Zwykła organtyna - no cóż, może być. Daje się opalać. Czarna powstała z pociętej koszulki nocnej, czyli satyna też może być. Obok jest broszka biało - szara.

A teraz płaskie z dodatkiem koralików, miałam inny pomysł, ale wybrane przeze mnie koraliki nie dały się nabrać na igłę, a nawet z nitką miałam problem. To wzięłam inne koraliki, ale również efekt mi się podoba. Broszka szara i granatowa z materiałów kupionych w Ikei.

Jasnoniebieska i czerwona też powstały z organzy kupionej w Ikei. Poddałam się, szukałam jakiegoś materiału w drobne kwiatki. Ostatecznie powstały takie gładkie.

Muszę przyznać, że zdjęcia nie są za dobre, na żywo broszki bardzo mi się podobają. A może to zbyt subiektywne odczucie...?

W planach mam jeszcze wiele rzeczy, Wielkanoc, że tak powiem, nie tknięta. Jest jednak kilkanaście dni, mam nadzieję, że stworzę choć kilka kartek. Na weekend wybieram się na warsztaty filcowania, ciekawa jestem jak to będzie. Póki co "siedzę" w biżuterii. Efekty już wkrótce. Napomknąć jednak muszę, że w książkach też siedzę, chociaż nie sprawia mi to przyjemności. Zwłaszcza, że w tym czasie mogłabym robić bardziej przydtane rzeczy :)

Wszystkiego dobrego w nowym tygodniu!

 

 

20:39, isana_haft
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
A Dictionary of Bags -10-

Nie za często się pojawiam na blogu, to znaczy wpisów jest znacznie mniej niż bym chciała. Jednak cieszę się, że tu zaglądacie.

Teoretycznie ostatnią torebkę wysłałam już w marcu. Przy tym hafciku zrobiło się trochę zamieszania, ale wcale nie z powodu samego krzyżykowania. Chodzi o opuszczenie, a właściwie wykluczenie, z zabawy jednej uczestniczki. Z tego powodu zaburzył się szyk wysyłek, ale my sobie poradzimy! Na kanwie Aneladgam zrobiłam ostatnią torebkę, tak jak powinnam. Ale potem słownik wysłałam nieco go cofając, bo jedna z dziewczyn tego słownika nie dostała. Magda, cierpliwości! Twój słownik jest już prawie gotowy! :)

Sleeping bag tłumaczy się jako śpiwór. W znaczeniu przymiotnikowym sleeping może oznaczać uśpiony, nasenny. Natomiast czasownik sleep znaczy po prostu spać. Pole manerwu jest więc dość szerokie, ale obrazek trochę nam je zawęża. Nie widać na nim "zwykłego" śpiwora. Torba do spania w ogóle tu nie pasuje. Mamy pięknie pikowaną pościel, aż pachnącą biel. Łoże jednoosobowe, ale iście królewskie. A na nim piękna czerwona torebka, ze złotą, elegancką klamrą. I oczywiście ZzZ... Szczerze powiem, nie rozumiem, dlaczego akurat te litery zostały przypisane do odgłosu spania czy chrapania. Mnie to się raczej kojarzy ze studenckim 3Z, czyli zakuj, zdaj i zapomnij. Niektórzy dodają jeszcze czwarte zet - zapij.

Wracając do torebki. Pasuje mi tu nawiązanie do Śpiącej Królewny. Po angielsku Sleeping Beauty, czyli śpiąca piękność. Ach, ta przewrotność autorki! ;)

Kontury w tym obrazku to była czysta przyjemność. I to wcale nie z tego powodu, że powoli nasza zabawa dobiega końca. Po prostu ten obrazek był fajny.

Jeżeli dobrze liczę, to powinnam dostać jeszcze dwa słowniki - mój własny osobisty i jeden do wyszycia. Na swój chyba przyjdzie mi trochę poczekać... ale nic, dobrze, że w ogóle został oddany (!!!). Co się tyczy słowników ogródkowych.. nie pokazuję ich, bo żadnego jeszcze nie widziałam. W listopadzie wysłałam swój słownik i od tamtej pory nic. Znowu narobią się opóźnienia. Powinnam już haftować trzeci ogródek.

A teraz bonus!

Na koniec zostawiłam bardzo wesoły wytworek. No, może bardziej śmieszny. Bardzo spodobały mi się zajączki wiki45a i postanowiłam zrobic sobie takiego zwierzaka. Najpierw miał być kwadrat na drutach. Myślę sobie, że warto spróbować, bo trzeba próbować swoich sił w tej dziedzinie. Cienkie druty, resztka cienkiej włóczki i do dzieła!

Do tego momenty szło całkiem przyzwoicie. Instrukcja wykonania jest bardzo czytelna, jednak ja miałam pewne problemy z wypchaniem mojego zajączka. Pupka nie chciała mi się zrobić taka okrąglutka. Nawet odprułam szew i próbowałam jakoś to naprawić, ale się nie udało. Długouchy nie chce siedzieć. W środku ma pocięte kawałki gąbki, takiej z materaca. To chyba jest powód jego pozycji. Życiowej. Nie mam nic lepszego, będzie tak, jak jest. Jak najdzie mnie wena, to może zmienię mu oczka i dodam coś na szyjkę. Oto pan zając:

Nie zawsze wszystko wychodzi tak jak trzeba. Gdyby zechciał siedzieć, to byłabym nawet zadowolona. Według mnie przypomina królika i o to chodziło. Bałam się, że wyjdzie kot albo jakieś inne straszydło ;)

W zanadrzu mam kilka prac do pokazania i pomysłów do zrealizowania, tylko czasu wciąż na wszystko brakuje. Chciałabym jeszcze odpowiedzieć na kilka wcześniejszych komentarzy.

blogagnieszki, piegucha, elau66wr, ulaihaft, aneladgam- Cieszę się, że dotrwałyście, czytając moje "tajemnice". Dobrze jest poznać ludzi, którzy tak często u nas goszczą, a ta zabawa to nawet fajny pretekst :) Dziękuję za pochwały kompletu szydełkowego.

piegucha- Te wykłady, to je przepisuję sama od siebie ;) Jak mi coś się nie podoba, to robię to jeszcze raz. Czasem zdaża mi się pisać skrótami, a z tego uczyć się ciężko :P Co do breloczków zrobionych na szydełku, to miałam myśl, żeby zrobić z nich korale, ale nie wiedziałam, czy dziewczyny takie by nosiły. Wybrałam wariant praktyczniejszy, według mnie. Mam jeszcze tych kulke, więc kto wie, co z nich powstanie... :)

aneladgam- muszę się do czegoś przyznać. Robienie dwóch identycznych elementów czasem mi nie wychodzi. zwłaszcza , że te kolczyki robiłam na zasadzie - szydełkuję i zobaczę, co mi z tego wyjdzie. Nie policzyłam słupków i drugi element wyszedł mi mniejszy. Takim sposobem powstała zawieszka. Potem juz udał się drugi kolczyk :)

Dobranoc!

 

 

 

00:53, isana_haft
Link Komentarze (3) »
niedziela, 27 marca 2011
Wystawa Kraft 2011

Na początek chciałabym się pochwalić, że ten wpis będzie 105 wpisem na moim blogu :)

Tematem tego posta jest wystawa, która wczoraj odbyła się we Wrocławiu. W zeszłym roku nie byłam nią zachwycona, ale skoro nadarzyła się okazja, postanowiłam pojechać.

Powiem krótko - kicha! Gdyby nie sympatyczne towarzystwo jednej z blogowych koleżanek to byłabym zła... W sumie na wystawie byłam prawie dwie godziny. Zwiedziałm ją w dwadzieścia minut, a reszta to oczekiwanie na możliwość nauki robienia kulek z filcu. To drugi z plusów tej wycieczki.

Jeśli chodzi o obrazy, to żal serce ściska, bo większość wystawionych dzieł były również w zeszłym roku. Liczyłam na jakieś oszałamiające nowości... No i się przeliczyłam. Miło było je obejrzeć, ale... W tym roku więcej było pięknych swetrów, ale nie mam co marzyć o własnoręcznym ich wykonaniu ;) Cena włóczek pewnie przekroczyłaby wartość połowy mojej szafy. Jednak oko nacieszyłam. Nowością było również stoisko z koronkami i tasiemkami, a także z przedmiotami wykonanymi z filcu. Właśnie z pomocą jednej z pań zrobiłam filcową kulkę. Oj, dłonie bolały ;)

Zakupy - według mnie to słowo nie pasuje. Może było więcej akcesoriów do haftu, sama kupiłam plastikową kanwę. I nic poza tym. Ceny zestawów do haftu były dośc wysokie, ale przede wszystkim asortyment był ubogi. Nie widziałam nic interesującego. Szkoda, że zabrakło małych zestawów, bo na to liczyłam. Rok temu kupiłam archiwalny numer Kramu z Robótkami. Teraz zadziwiło mnie stoisko, na którym były książki, pojedyńcze egzemplarze. Jesli ktoś był zainteresowany, należało zamówić i czekać na wysyłkę. Spodobała mi się mała książeczka za 6zł, ale stwierdziłam, że zamawiać jej nie będę.

Zastanawia mnie też udział stoiska miłośników haftu. Owszem, było kilka pięknych prac... No cóż, ja chyba trafiłam na moment, gdy wszyscy byli na obiedzie.

Na zakończenie mojej niesamowitej relacji kilka zdjęć. Tylko ogólnych, bo nic szczególnie nie przykuło mojej uwagi i mam te same obrazy w notatce z zeszłego roku.

Ogólne wrażenie - można by było się bardziej postarać, ale dobre i to. Zawsze to milej wyrwać się z domu i popatrzeć na coś interesującego.

A po wystawie szybki wypad do Ikei. Oj, tam to ja lubię przebywać :) Liczyłam, że kupię akcesoria do robienia kolczyków w Empiku na Bielanach, ale niestety, tylko Rynek ma taką ofertę. Na szczęscie do Rynku mam trzy kroczki, więc któregoś dnia po zajęciach na pewno się tam wybiorę. Muszę dokupić kolejny numer Robię na drutach.

Niedługo kolejny wpis robótkowy! Do zobaczenia!

 

17:36, isana_haft
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 21 marca 2011
Kolczyki i tajemnice

Nie po drodze mi z blogiem, co nie oznacza, że tu nie zaglądam. Jestem codziennie, czytam Wasze blogi, sprawdzam statystyki, cieszę się z każdego komentarza, ale na wpis nie zawsze znajdę wystarczająco czasu.

Na szczęście cały czas coś robię, mam co pokazać. Po pierwsze nowy zestaw biżuterii, zainspirowany kolejną broszką. Zostało mi trochę włóczki, postanowiłam więc zrobić kolczyki do kompletu, następnie powstała zawieszka. Obawiam się, że nie będę w niej często chodzić, ale w razie czego będzie pod ręką. Zdecydowanie wolę kolczyki i pierścionki. Zwykle są one duże i kolorowe, dlatego mam wrażenie, że gryzą się z ozdobami na szyi. Niemniej jednak ten komplet jest raczej w stonowanym kolorze.  Kolczyki miały już swoją premierę. Są bardzo leciutkie. To moje pierwsze od początku do końca samodzielnie wykonane kolczyki. Dotąd były tylko przeróbki.

Kordonek usztywniłam krochmalem, nie lubię kiedy robótka się wywija. Zwłaszcza, że te elementy są raczej małe. Planuję stworzyć kolejne kolczyki, szukam jakiś ciekawych i niewielkich wzorów.

*********

Drugim słowem tytułu są tajemnice. Do zabawy w zwierzenia zostałam zaproszona przez Pieguchę. Dziękuję za zachętę do podzielenia się czymś o sobie. Ciekawe, czy to kogoś zainteresuje, ale zabawa została pewnie stworzona przez ciekawość :) Przypominają mi się czasy zeszytów "złote myśli". Wymyślało się tam różne pytania, na przykład o wszystko ulubione (zespoły, kolory, przedmioty w szkole, jedzenie). Potem do takiego zeszytu wpisywali się znajomi. Często była to jedyna szansa, żeby dowiedzieć się czegoś o chłopaku, który się podobał. Ja miałam zeszyt należący do wybitnych - ponad 100 pytań :) No, czasem wystarczyło napisać tak/ nie. Lubisz mnie? ;)

- lubię zwierzęta, ale w obecnej chwili żadnego nie mam. Według mnie do tego trzeba mieć warunki. Jeśli zwierzak ma się męczyć, ja nie chcę go na siłę uszczęśliwiać. Kiedyś miałam świnkę morską, bardzo sympatyczny gryzoń. Prawie jak kot :)

- jeszcze nie odwiedziłam typowych polskich wycieczkowych miast. Nigdy nie byłam w Krakowie, czy w Warszawie. Jedynie zdarzyło mi się być w Gdańsku i kilka razy w Częstochowie. Chciałabym to nadrobić, nie jest jeszcze za późno.

- bardzo lubię czesać włosy na balkonie. Nie potrafię tego wytłumaczyć, po prostu ta czynność sprawia mi przyjemność,

- jestem jedyną "sową" w swojej rodzinie. I cierpię przez to. Lubię pracować, czy też czytać w nocy, kiedy jest spokój. Wolę uczyć się do późna niż wstać rano. Bo wstawanie to problem, jestem przykładem hasła "nie mów do mnie rano". Lubię spać na dokładkę, więc zanim się położę i obudzę... Trochę musi minąć ;)

- jestem perfekcjonistką, odkryłam to niedawno. W związku z tym staram się wyłapywać takie sytuacje i jakoś się z nimi zmierzyć. Ale zdarza mi się przepisywać wykłady... I nadal będę to robić, bo muszę mieć czyste i pokolorowane notatki. Co więcej, kiedy miałam ogromny katar dalej myślałam nad tym, żeby w zimny dzień wybrać się na uczelnię. Po prostu muszę być na każdym wykładzie i już. Gdyby dziś były zajęcia, to może bym na nie nie poszła...

- nie mam ulubionej piosenki i ukochanego artysty. Powód jest prosty - rodzaj muzyki, której słucham zależy od nastroju i fazy. Nie krytykuję żadnego gatunku, sama słucham wielu, począwszy od muzyki klasycznej, a na techno skończywszy.

- w gimnazjum śpiewałam w scholce kościelnej, w liceum "awansowałam", a teraz śpiewam do słuchawki prysznicowej :)

- urodziłam się trzynastego w piątek, ale pecha nie przynoszę. Do życia podchodzę raczej optymistycznie. Często uważam, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. To jest podejście pozytywne ;)

- lubię swoje włosy. Gdybym miała przeprowadzić statystykę, to wiele moich koleżanek chciałoby coś zmienić. Jak ma proste, to chce kręcone i na odwrót. Ja akceptuję w pełni swój kolor i strukturę włosa, a to, że podobają mi się takie a takie włosy, to inna sprawa. Nie sądzę, żebym miała jakąś tragedię na głowie. Pasemka miałam chyba ze trzy razy, tak w ramach zmiany i eksperymentu, raz zafarbowane na inny kolor, ale z chęcią wracam do swojej naturalnej barwy.

- nie mam ulubionego koloru. W mojej szafie przeważają oczywiście pewne barwy, generalnie jest to misz-masz. To też zależy od mojego nastroju, ale ciężko byłoby mi określić, jakiego koloru nie lubię. Często są to już konkretne odcienie.

To chyba tyle jeśli chodzi o tą zabawę. Zostawię sobie coś na następny raz :P A teraz psychicznie muszę się przygotować na kolejny dzień spędzony na uczelni.

Ściskam wiosennie!

 

22:44, isana_haft
Link Komentarze (5) »
piątek, 11 marca 2011
Podaj Dalej - otrzymałam

Wczoraj na siłowni :) dostałam wspaniałą przesyłkę z zagramanicy w ramach udziału w zabawie Podaj Dalej. Paczka podobno kilka dni wczesniej przybyła, w głowie się nie mieści, że była tak blisko mnie, a ja żyłam w nieświadomości ;)  Nie mnie jednak, Dorotko bardzo bardzo dziękuję!

Głównym punktem niespodzianki jest pięknie ozdobiony notesik. Hafcik na kanwie ze złotą nitką jest śliczny, niestety na zdjęciu nie widać za dobrze maleńkich koralików. Okładka jest wykonana naprawdę bardzo starannie, zeszycik jest wiązany śliczną wstążeczką. Dostałam nawet pasujący do niego rozmiarowo długopis! Nie mam jeszcze pomysłu na co wykorzystać ten cudny notes. chyba najpierw pójdę na lekcje kaligrafii :)

W paczce znalazły się maciupkie koraliki (w sam raz do haftów) oraz pyszna kawa! Zdjęcie nie jest zbyt piękne, mam problem ze schylaniem głowy tak, żeby nie ciekł mi katar. Dzisiaj jest po prostu kran. To wszystko przez tą szkołę! Nigdy na nic tyle razy i tak bardzo się nie denerwowałam. Cóż, jeszcze dwanaście miesięcy nauki i po wszystkim. Wakacji nie liczę, gdyby komuś się nie zgadzało.

Czas na zdjęcie!

Ostatnio zrobiłam na drutach szalik- komin, w zasadzie tworzyłam "na oko", z jakiś resztek i nie do końca wyszło to, co chciałam. To znaczy miało być wąsko i wysoko, a wyszło o wiele za szeroko.  W zasadzie mam coś na kształt naszyjnika. Niestety czeka mnie prucie, ale mam pomysł jak inaczej zabrać się za tą robótkę. Tylko czy mi się będzie chciało? Po cichu liczę już na wiosnę, więc podświadomie pewnie będę unikać szalików. W trakcie zastanawiania się haftuję obrazek na słowniku torebkowym :)

 

 

 

 

18:56, isana_haft
Link Komentarze (4) »
piątek, 04 marca 2011
Podaj dalej - wysłałam

Zgadza się, wysłałam i nawet dotarło :) Szybko i bezproblemowo. według regulaminu zabawy Podaj dalej, uczesrtnik ma 365 dni na przygotowanie niespodzianki dla trzech osób. Jak dla mnie ten termin jest trochę za długi, bo nie czułam bata nad sobą. Dopiero teraz ( jeszcze miesiąc, ale udało się wcześniej) wysłałam niespodzianki. Mam nadzieję, ze dziewczyny nie mają mi tego za złe, ale u siebie zamieściłam informację, że to nie będzie prezent błyskawiczny.

Trzy wysłałam, jedno dostałam, ale nadal cierpliwie czekam, bo zabawa się jeszcze nie skończyła!

Początkowo nie bardzo wiedziałam co zrobić. Miało to być coś małego, ale jednocześnie nie maciupeńkiego, po prostu jakieś drobiazgi. No i dalej, jak przygotować coś dla trzech osób tak, aby żadna nie czuła się pokrzywdzona. Zostaje stworzenie tego samego. Sądzę, że to sprawiedliwe. Ale żeby nie było zbyt nudno, spróbowała,m zrobic to samo w kilku wersjach. I tak jak lubię, praktycznie.

Skoro praktycznie, to do tego kryterium nadaje się zakładka. Tego nigdy nie za wiele. Pomysł? Tak, ten sam wzór, ale z inicjałem na odwrocie. Użyłam cieniowanej nitki, co sprawiło, że kolory w rózny sposób ułożyły sie na każdej zakładce. Zamiast jakiegoż sznureczka czy chwościka zrobiłam króciuktką bransoletkę z muliny. I tutaj podobnie- te same kolory, ale zawsze inaczej ułożone. Zakładki haftowało się bardzo przyjemnie, nawet ze zszywaniem nie było problemu, a robiłam to pierwszy raz, chyba że coś pomieszałam, ale wygląda nieźle.

Za jakiś czas przyszedł mi do głowy pomysł na breloczek. Ciężko było się zdecydować na jakiś kolor dominujący, ale wiosna idzie, postawiłam na mulitikolor. W tym przypadku prawdopodobieństwo wystapienia tego samego breloczka nie istnieje, ponieważ zrobiłam trzy sztuki po trzy kulki.

Ten komplecik prezentów powstał już jakiś czas temu, nawet przed Nowym Rokiem, ale cały czas czegoś mi brakowało. Myślałam nad jakimś bożonarodzeniowym drobiazgiem, ale nic... Miłośc zwycieżyła, walentynki nadeszly, a z tej okazji wszechobecne serduszka. Serduszko ładna rzecz, spodobał mi sie wzór, i tu juz niestety trzy sztuki takie same. Teoretycznie ;) serduszko przymocowałam do kartki, ale może służyć w innych celach.

W taki sposób powstały prezenty, które powędrowały do anetkam0, blasiuk oraz kamala86.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć oraz, rzecz jasna, do komentowania. Miło mi, że pokrowiec, czy jak by go tam nazwać, przypadł Wam do gustu. jeszcze raz dziękuję Emade76 za natchnienie i pomoc :)

 

 

 

 

Miłego weekendu! Niech Was nie zasmuca wstrętna pogoda!

 

20:36, isana_haft
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 lutego 2011
Kolorowo

Akurat dzisiaj o zimie nic złego powiedzieć nie mogę, bo słonko przyświecało i temperatura na plusie... Ale jednak jeden dzień wiosny nie czyni, zwłaszcza, że taka pogoda już kilka razy była. Na przekór tej paskudnej porze roku chciałam zrobić coś kolorowego... Tylko co? Przypomniałam sobie o pewnej ślicznej rzeczy, którą na spotkaniu broszkowym prezentowała Emade76. Natchnienie jest, resztki kordonków są, do tego szydełko i chwila wolnego (dwa wolne popołudnia) i już! Mam rozweselający pokrowiec na podpaski. Czas wyrzucić paskudny plastikowy worek.

Może forma nie jest idealna, ale to dlatego, że kwadraty sa troszkę większe, tak aby zmieściło się kilka sztuk, a nie tylko jedna. Guzik przezroczysty, ma delikatny wzorek, ale ginie on na zdjęciu pośród tych kolorów :) Z tyłu też prezentuje się nie najgorzej.

Cóż, kolory wyszyły takie, jak naprawdę, więć chyba nie tylko dzisiejszy dzień był słoneczny ;) Takie opakowanie będzie lepiej wyglądać w kosmetyczce.

Chyba idzie już wiosna (ale jakoś powoli), bo zabrałam się za duże porządki. Uporządkowałam już stare notatki i inne rzeczy, jednak bez ciuchów (tego się po prostu nie da bez wyrzucania, a ja nie chcę) i mycia okien. Na to jeszcze trochę za zimno.

Gdzieś tam daleko moje myśli krążą wokół robótek wielkanocnych, ale na razie nie planuję nic konkretnego. Niedawno przecież było Boże Narodzenie, Sylwester... Zostajemy w klimatach całorocznych jeszcze przez jakiś czas. Z tego, co wyliczyłam jest u mnie przedostatni słownik torebkowy. Niestety, słownika ogródkowego jeszcze nie widziałam :( Powinnam mieć już za sobą co najmniej trzy obrazki.

W międzyczasie coś tam tworzę na drutach, jeśli coś wyjdzie godnego uwagi, to z pewnością się pochwalę :)

waniliowosc- Widziałam zapięcia do broszek na Allegro, ale szkoda, że nie są za totalne grosze ;) O dziwo, znalazłam je w mojej pasmanterii, a we Wrocławiu ni ma.

Dziękuję za odwiedziny i komentarze odnośnie sesji. Tak bardzo chciałam zaliczyć, żeby szybciutko do Was wrócić. No i do robótek też... :) Niestety, wolne już się skończyło i od wtorku kontynuacja edukacji.

22:46, isana_haft
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 lutego 2011
Nareszcie po!

Wczoraj w nocy z bijącym sercem odczytywałam swój wynik z ostatniego egzaminu i nareszcie mogę krzyknąć: ŻEGNAJ SESJO! W czwartek czeka mnie jeszcze wyprawa po wpis, ale na tym etapie to już tylko formalność :)

Po ostatnim egzaminie odszukałam swoje szydełka, ba, nawet druty! A to z powodu nowej serii pod tytułem Robię na drutach. Pamiętacie "Szydełkowanie jest proste"? teraz wydawnictwo startuje z nowym poradnikiem. Bardzo mnie to cieszy, bo chętnie nauczę się czegoś nowego. Kiedyś zrobiłam 2,5 metrowy szalik, ale moja umiejętnośc w tym zakresie skonczyła się na prawych i lewych oczkach.

Znalezienie pierwszego numeru nie należało do czynności najłatwiejszych, ale od razu kupiłam trzy sztuki. Myślę, że było warto, bo za 5 złotych jest gazeta, druty, dwa motki włóczki i film instruktażowy na DVD. Właśnie z niego dowiedziałam się, że inaczej nabieram oczka i trzymam druty, a przez to utrudniam sobie pracę.  Gdyby ktoś był zainteresowany, ten numer można znaleźć tutaj, a film tutaj.

Koncepcją tego tytułu jest zbieranie i wykonywanie kwadratów, z których powstanie koc w stylu vintage. W piątek w kioskach pojawił się numer drugi. Po kilku pruciach i sporej przerwie w kontakcie z drutami zrobiłam taką próbkę. Chyba nie jest taka najgorsza ta drabinka... :)

 

We wpise dotyczącym broszek prezentowałam szydełkowo - fioletowe dzieło. Tamto zdjęcie to oryginał, a ja trochę pokomnbinowałam i zrobiłam swoją wersję.

Bardzo podoba mi się ten wzór. Szkoda tylko, że nie mam zapięć do broszek, ale jakaś agrafka zawsze się znajdzie :)

Teraz ze spokojnym sumieniem mogę wrócić do codzienności, a nie tylko ślęczeć przy książkach. Jak to pięknie brzmi!

 

14:43, isana_haft
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 lutego 2011
Ten dzień i dwa dni przed

Uff... dziękuję Wam za trzymanie kciuków, bo się przydało :) Dziś wróciłam do domu z dobrym wynikiem, ale niestety znów z bólem głowy. Później sobie odeśpię. Ostatni egzamin w piątek. A potem... chwila przerwy i aby do następnej sesji ;)

Ostatnio zauważyłam, że mój licznik troszkę popracował. W związku z tym ogłaszam (jeśli oczywiście znajdą się chętni) mini zabawę - łapanie licznika.

Zasada jest prosta - osoba, która prześle mi na maila zrzut ekranu z magiczną liczbą 8888, może dostać jakiś prezencik. Chyba, że nie będzie chciała ;) Łapiemy cztery bałwanki. Z tej okazji przygotowałam nawet małe logo.

 

Mam kilka pomysłów, zrezygnowałam z udziału w wymiance zimowej, więc sesjo skończ się wreszcie!

 

***

Candy u Boniusi losowanie 15.02.

16:44, isana_haft
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 lutego 2011
Dzień po i dzień przed

Na czas sesji mój kalnedarz przybiera formę ilości dni do egzaminu lub dni po. Dzisiaj wypada dzień po i dzień przed. Z tego powodu siedzę w książkach, w przerwach zaglądam co u kogo słychać. U jednych więcej, a u innych mniej. Obecnie zaliczam się do tych "mniej", ponieważ nic nie tworzę. No, może poza nowymi teoriami z danej dziedziny, której się uczę :)

Część już za mną, ale niestety zakończenie tej formy kalendarza dopiero za jakieś 9 dni.

Ze sprawiedliwością oceniania różnie to bywa, ale niestety, nie ode mnie to zależy. Każdy robi tak, jak uważa za słuszne.

Nie mogę uwierzyć, że to już luty... Pogoda póki co do wytrzymania, ale przydatne są łyżwy i ciepła kurtka. Nawet jest trochę widniej wieczorami.

Pozdrawiam wszystkich uczących się/ zdających/ pracujących i w ogóle wszystkich!

 

10:22, isana_haft
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Broszkowo

Moja relacja na samym końcu, ale nic nie szkodzi. Pierwsze zachwyty już, niestety, opadły, a ja dalej z radością wspominam te chwile spędzone w drugą styczniową sobotę.

Dojechałam na miejsce bez większych problemów, lecz chwilę spóźniona. Na szczęście nie musiałam wyjść wcześniej i mogłam spędzic fantastyczne popołudnie w doborowym towarzystwie. Mimo że nikogo nie znałam, to czułam się swodobnie. To chyba o czymś świadczy, prawda? :) Początkowo wahałam się, jednak wcale nie żałuję tej decyzji, wręcz przeciwnie.

Oto skład spotkania broszkowego: wspaniała organizatorka Aneladgam, Waniliowosc, Ela66wr, Minimysz, April79, Emade76 no i ja.

Wróciłam bogatsza o nowe znajmości (mam więcej wpsaniałych blogów do czytania), umiejętności,a przede wszystkim - nowe broszki! Chyba popadłam w manię...

Filcowa broszka Laguna od Alexls

Szydełkowa od Minimysz

Kolejna szydełkowa piękność od April79

Broszka była zapakowana w torebeczkę związaną takim cudnym kwiatkiem:

Dalej broszki, które otrzymałam już wczesniej, ale są śliczne i po raz kolejny się chwalę. Te prace rozpoczęły moją "kolekcję". Niebieskości od Aneladgam:

Oraz z wymianki na dzień kobiet od Madlinki:

 

Myślę, że chyba warto pokazać, że nie tylko coś dostałam, ale również próbowałam nie gadać tyle, co zawsze i zrobić coś dla innych.

Musicie zrozumieć mój stan na spotkaniu, bo to tłumaczy brak zdjęć własnych prac. Magda, dzięki :)

Kolory uniwersalne, szybko i przyjemnie.

Wariacja na temat inspiracji :) pomysł niestety nie jest mój, ja umiem tylko kombinować i przerabiać, z wymyślaniem już gorzej.

Z wykonaniem jednak czasami też nie jest za dobrze. Ale obiecuję jeszcze spróbować, może z bardziej odpowiednim zamkiem.

Pod koniec spotkania wyszydełkowałam kwiatuszka. Z pomocą przyszła Emade76, dziękuję! Dobrze, że wzięłam resztki włoczki i szydełka. W ogóle tak się zastanawiam, czy było coś, czego nie wzięłam, bo było mi okropnie ciężko :)

Na sam koniec zakładka. Wyszła mi dość długa, mam nadzieję, że się przyda. Wszak nie same małe książki produkują. Jakość zdjęć nie najlepsza, dlatego czekałam na dobre światło kila dni. Wczoraj na chwilę wyjrzało słonko i popstrykałam kilka zdjęć.

****

Kolokwia wszystkie napisane, tylko z jednego nie znam oceny. Teraz nadeszła pora na egzaminy. Niesamowicie szybko zleciał ten semestr. Oby tylko dobrze się skończył. Póki co siedzę w książkach, albo uzupełniam notatki. A w przerwach podglądam blogi... :)

 

 

 

 

 

12:27, isana_haft
Link Komentarze (5) »
czwartek, 13 stycznia 2011
A Dictionary of Bags -8-

Ostatni wpis dotyczący słownika torebkowego był... uwaga! W sierpniu. Zabawa powinna zmienić nazwę na oczekiwanie. W dodatku niecierpliwe. Teoretycznie znalazł się "powód" naszego opóźnienia, teoretycznie odnalazły się zaginione słowniki, ale to niestety tylko fikcja... Każda prawda byłaby lepsza od tej okropnej niewiedzy. Ja też nie zawsze mam czas na wszystko, ale chyba można naskrobać jakiegoś maila. Cóż, chyba jednak nie można.

Pozostaje czekać dalej...

Wyobraźcie sobie więc radość, gdy przed Bożym Narodzeniem dostałam paczkę od Agnieszki z kolejną porcją torebek. Obrazek wyhaftowałam w kilka dni. Pracowało mi się cudownie, kontury to była czysta przyjemność, nawet drobna pomyłka nie popsuła mi dobrego nastroju. Cieszyłam się, że choć trochę będę miała w rękach ten słownik. Teraz tak myślę, że mogłam bo przetrzymać, hihi.

Szósty hafcik przedstawia torebkę zatytułowaną clutch bag.

Plamka, która po użyciu czarnej nitki stała się kurą, tak myślę. Mimo ciemnej aury, kolory są tutaj dość rzeczywiste.

Clutch bag - kolejne trudne słowo... :) Z pomocą przychodzi znawca tego języka, Aneladgam. Clutch bag to mała wieczorowa torebeczka, zwana tez kopertówką. Niech będzie i niebieska z serduszkiem, chociaż spotyka się bardziej gustowne wzory, jednak to kurze chyba wystarcza :) Ja bym się skłaniała ku tłumaczeniu słówka clutch, które oznacza kurczowo trzymać (to by się zgadzało, bo ja nie przedpadam za noszeniem takich torebek, wolę za to przewiesić ją sobie przez ramię), ale także w języku potocznym szpon lub nawet sidło. Szpon - ptak - sowa już była, to może kura...? I tu cytacik ze wspomnianego bloga: Clutch oznacza również "wylęg kurcząt". I wszystko jasne!

Buuu, Magda wyhaftowała tą torebkę już w październiku... Ciekawa jestem, kiedy coś ruszy dalej. No, może niech chwilę poczeka, bo kolokwia chyba wszytskie zaliczone. Czekam na wyniki z ustroju państwa, a potem już TYLKO egzaminy.

Kanwa Maknety - już prawie, prawie...!

Całość, czyli kanwa, wpis w pięknym notesiku i uzupełnienie woreczka z przydasiami, została uroczyście przekazana kolejnej uczestniczce w sobotę podczas wymianki broszkowej.

Moja relacja już wkrótce! Szczerze powiem, że ciężko jest skomentować to spotkanie, bo było po prostu cudownie! Podrzućcie mi słownik superlatyw!

ela66wr, piegucha, splocik - miło mi, że spodobały się Wam moje prace. Dzięki :*

waniliowosc- nie martw się, ja też nie wiedziałam jak się zabrać za zszycie mikołaja, nie znałam sposobu "na biscornu", czyli przekładanie nitki po konturach. Po prostu przewróciłam go na lewą stronę i heja! A potem już w ruch poszła maszyna, ale to nie był dobry pomysł :)

Dziękuję również za życzenia noworoczne! :)

21:47, isana_haft
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Noworoczne chwalipięctwo

Z wielką przyjemnością rozpoczynam swoją pisaninę w Nowym Roku. Nie było mnie kilka dni i niestety może się to jeszcze przydarzyć z powodu zaliczeń i zbliżającej się sesji. Ale nie  tym chcę się z Wami podzielić. Znalazło się trochę rzeczy do pokazania, niektóre trochę starsze, inne nowsze. Zapraszam do lektury :)

Co prawda u mnie śniegu pozostało już bardzo niewiele, ale choinka dalej stoi, więc chyba jest jeszcze czas na ostatnie świąteczne prace. Najpierw kartki z życzeniami, a dokładnie ich zbliżenia. Przede wszystkim będą to kartki wykonane haftem matematycznym.

Do wykonania tych kartek użyłam papieru z serwetek, a pomysł ten podpatrzyłam u AgnieszkiMD. Jakieś serwetki zawsze się w domu znajdą, a ze specjalnymi papierami do scrapbooking'u to już gorzej. O ile dobrze pamiętam, motywy gwiazdek i choinek powstały w dwa dni, a samo stworzenie gotowych kartek trwało jeden wieczór. Ten rodzaj haftu przypadł mi do gustu i miarę możliwości i zapotrzebownia będą powstawały nowe prace.

Jeszcze chwilę przed założeniem bloga wymodziłam zawieszkę, której jak dotąd nie pokazałam. W sumie, to spodziewałam się innego efektu, ale nie wiedziałam jak się zabrać za zszywanie Mikołajka. Miały powstać jeszcze kolejne zawieszki, ale ani w tym, ani w zeszłym roku nie zbrałam się za nie... :)

Mikołaja haftowałam w sposób zalecany we wzorze, czyli na jednym kawałku kanwy, w odległości dwóch kratek od siebie. Potem należało haft zszyć, ale coś mi poszło nie tak i po prostu te dwa kawałki odcięłam i jakoś zaszyłam.

Gotowy Mikołajek prezentuje się jako tako. Ale i tak mam do niego pewnien sentyment. Gdyby nie haftowanie go z myślą o przyszłym blogu, to pewnie nigdy by nie powstał. Jeżeli się nie mylę, to była moja pierwsza praca z wykorzystaniem konturów. Nic wcześniejszego sobie nie przypominam.

Gwiazdka jest tworem bardzo współczesnym, bo powstała w zeszłym... tygodniu. Podczas spożywania śniadania wpadłam na pomysł jej zrobienia. Sama myśl banalna, ale tu chodzi o coś głębszego... Z reguły nie jem śniadań w kuchni, tylko w łóżku albo na fotelu w dużym pokoju. Tym razem był to fotel, za stolik do kawy służy mi pianino. Kiedy już zjadłam swoją porcję, jakoś nie chciało mi się wstawać. Troszkę dalej leżała gazeta i kordonek, po szydełko musiałam już wstać sama. I w tym przypadku też chyba po raz pierwszy szydełkowałam z użyciem cienkiego kordonka. W zeszłym roku jakoś mi to nie szło :) Gwiazdka jest samotna, ale nie idzie na choinkę, bo tam są prace Mamy. Gdzieś u siebie z pewnością znajdę dla niej miejsce.

Jak na śniezynkę jest dość duża, bo liczy sobie 9 cm średnicy, więc to już raczej wymiar gwiazdkowy.

Podsumowując kwestie robótkowe, stwierdzam, że miniony rok był dość owocny. Ilościowo prac nie było zbyt dużo, ale gdyby nie to miejsce, większość z nich w ogóle by nie powstała. Sporo moich wytworów zrobiłam na wymianki. Dla siebie wszystko czeka w szufladzie zatytułowanej "później". Mam nadzieję, że 2011 będzie rokiem dobrym pod każdym względem, a więc będzie sprzyjał robótkom.

Jak wiecie, lubię wiele rzeczy, w tym książki i biżuterię, zwłasza kolczyki. Już na koniec, ale się pochwalę. A co!

Kolczyki - choineczki kupione na wyprzedaży w Tesco za pięć złotych. Teraz raczej już nie będę ich nosić, ale na przyszłe święta będą jak znalazł!

Na Jarmarku Bożonarodzeniowym we Wrocławiu widziałam drewniane kolczyki śnieżynki. Były po prostu przepiękne, ale ich cena także była piękna. Gdybym miała jakieś wolne zaskórniaki, to z pewnością dziś byłabym ich właścicielką, ale przed Bożym Narodzeniem różnie to z fiansami bywa. Szukałam w Internecie czegoś podobnego, ale nic to nie dało. Gdyby wpadło Wam w (nie do) oko coś w tym rodzaju, to dajcie znać. :)

Kolejny powód do dumy, dowód na to, że jak się chce, to można. Uzbierałam całą kolekcję dwudziestu pięciu książek Joanny Chmielewskiej. Są tu ciekawsze i trochę mniej inetersujące wydania, ale jestem na dobrej drodze do posiadania całej bibliografii tej autorki. Szkoda, że nie dołączyli możliwości zdobycia autografu :) Książki zebrałam wcześniej, niż było to przewidziane. Ostatnie numery były sprzedawane po dwa w tygodniu. Pani w kiosku powiedziała, że jest to spowodowane podwyżką podatku, wydawca chciał jeszcze uniknąć podniesienia ceny. Nic nie szkodzi, kolekcja kryminałów gości już w całości na mojej półce.

Tym optymistycznym akcentem żegnam i wracam do codziennych zajęć. Miłego dnia!

P. S. Niedługo moja relacja ze wspaniałego spotkania broszkowego!!!

Kanwa torebkowa Maknety została przekazana dalej, a ja dalej czekam na torebki, ogródki (dziewczyny już mają po trzy obrazki, a ja wyhaftowałam tylko pierwszy...), no i na wieści o mojej chyba znowu zagionej kanwie torebkowej... Bardzo bym chciała zakończyć pozytywnie te zabawy jeszcze w tym roku.

 

13:03, isana_haft
Link Komentarze (5) »
środa, 29 grudnia 2010
Sprawy jeszcze świąteczne

W tym roku udało mi się zrobić kilka kartek. Niektóre powstały na zamówienie, inne wysłałam. Wiem już, że kilka z nich doszło do adresatów. Nie mam zbyt wielu materiałów przydatnych do tworzenia karteczek, ale coś niecoś powstało. Spodobało mi się wyszywanie na katrce, czyli haft matematyczny. Część powstało właśnie w tej technice.

Oto pierwsza dziesiątka, powstał zaś cały tuzin! ;) Oczywiście mam zbliżenia kazdej kartki, ale nie chcę zanudzać. Osobno zaprezentuję kartki, które zrobiłam w ostatniej chwili - w Wigilię.

Po kilu godzinach przekłuwania kartoników nie miałam weny na wykończenie. Poprzednie zdobiłam około północy i natchnienie gdzies się znalazło. Nie jestem skowronkiem, ale raczej sową, a na dodatek nie lubię pracować pod przymusem i w pośpiechu. Cóż, pewnie dlatego nie mogę się zebrać do nauki na sesję zimową. Za mną dopiero pierwsze kolokwium...

Wracając do kartek. W ruch poszła oczywiście igła z nitką, blok techniczny, przylepce filcowe z Biedronki, a także papier zrobiony z serwtek. Fajna sprawa, tylko trzeba mieć ładne serwetki. Przydała się też metalizowana mulina DMC, która jest niezmiernie trudna przy pracy na kanwie, ale przy hafcie matematycznym chętnie współpracowała.

Pamiętacie jeszcze mertyczkę ze zwierzakami? W pierwszy dzień Świąt doczekała się premiery i trafiła do prawowitego właściciela. Jak to zwykle bywa, obraz przygotowywałam w Wigilię. Oj, późno już było...

I zdjęcie w ramie:

Próbowałam ustawić się tak, żeby lampa nie zasłaniała obrazka, to jedyna pozycja, która jakoś się udała.

Obawiam się, że pokazałam już wszystko, co do tej pory zmajstrowałam. Obecnie jestem pod urokiem pewnego serialu i nie mogę oderwać się od komputera. Rozpoczęłam haftownaie kolejnego obrazka ze słownika torebkowego, czekam też na "kanwę ogródkową".

Kochani, życzę wspaniałego powitania Nowego Roku i spełnienia pokładanych w nim nadziei !

Sama mam kilka planów, ale ogólnie nie uznaję postanowień noworocznych. Kartka w kalendarzu nie jest dla mnie wystarczającą motywacją. Rzecz jasna, motorem do działania powinniśmy być my sami oraz otaczający nas ludzie.

Do siego roku!

14:20, isana_haft
Link Komentarze (6) »
czwartek, 23 grudnia 2010
Zapachniało Świętami

Nastrój świąteczny jeszcze mi się nie udzielił, mimo spoglądania w kalendarz. Ale skoro są prezenty, to czas przypomnieć sobie, że jakimś cudem minął kolejny rok. Nie chodzi o cud w sensie, że jakoś fartem przebrnęłam, tylko o to, że te ponad 300 dni niesamowicie szybko minęło.

Wczoraj już chwaliłam się dwoma paczkami, dziś nadszedł moment na pochwalenie się jedną z nich. Nadawcą jest Aneladgam, a odbiorcą ja - uczestniczka Podaj Dalej. Tak miło się złożyło, że prezenty dotarły przed Wigilią i mam niespodziankę. Moim świątecznym prezentem są łyżwy, musiałam je oczywiście wcześniej przymierzyć i kupić :)

Te wszystkie cudowności do mnie dotarły i bardzo bardzo za nie dziękuję! Z uwagi na świąteczny czas dostałam także śliczną kartkę. Jest naprawdę duża i ładna. Chciałabym się skupić także na rozmiarowo mniejszych elementach, ale z pewnością nie mniej czasochłonnych.

Na zdjęciu zbiorczym były przodki, to teraz tyłki :) Chustecznik i zakładka. Cóż, muszę przyznać, że Magda trafiła w 100%.

Chusteczniki już wcześniej widziałam, bardzo mi się spodobały. Postanowiłam, że kiedyś, gdzieś... Znacie to kiedyś. Pojęcie równoznaczne niekiedy z nigdy. A to czasu nie ma,a to natchnienia, a to materiałów. Prawie jak myślisz, masz. I to jaki ładny jest ten chustecznik, tutaj cudne niebieskie róże, w środku krateczka. Nie wiem, czy to widać, ale chusteczki sa już w środku.

Podobnie jest z zakładką. Kiedyś. Obawiam się tylko, że jeśliby to kiedyś nastąpiło, to moja zakładka nie byłaby taka ładna. Teraz to mam książkę do zakładki, a nie zakładkę do książki.

Ale to nie koniec! Razem z porcją słownika torebkowego przyszła dla mnie kartka świąteczna. Agnieszko, w pierwszej chwili myślałam, że wykonana przez Ciebie choineczka jest do dalszej wysyłki, ale przeczytałam dedykację na kopercie ;) Serdecznie dziękuję za czas poświęcony na jej wykonanie oraz za życzenia!

 

*********

 

Korzystając z okazji, chciałabym złożyć Wam życzenia.

Mam nadzieję, że wszystko, czego Wam potrzeba, spełni się. Oby to, co robimy było dobre i nigdy nie pozostawiało wątpliwości w tej kwestii. Wierzę, że szczęście każdemu dopisze. Niech te Święta będą odpoczynkiem, chwilą wytchnienia, a Nowy Rok przyniesie zdrowie i radość oraz miłe wydarzenia! Uściski dla Was i Waszych rodzin!

 

 

 

19:08, isana_haft
Link Komentarze (9) »
środa, 22 grudnia 2010
A teraz bombka

Nie za wiele ozdób świątecznych powstało, ale nie twierdzę, że to źle. Wcześniej pokazywałam wstążkową choinkę, nadszedł czas na bombki. Zfotografowana została tylko jedna, a prezentuje się tak:

Jako jedynaczka będzie wisiała na stojaczku obok choineczki. Druga bombka jest bordowo - beżowa. Sądzę, że będzie jeszcze szansa jej pokazania.

Moja zielono - czerwona bombka powstała w jeden dzień, miałam już kupione wstążki, kula styropianowa czekała od zeszłego roku, Święta się zbliżają, no to ... Trzeba się było zabrać do roboty :) Mam jeszcze 2 kule, ale coś pomieszałam ze wstążkami, została mi resztka krótkich szpilek (nie wspomnę, ile pochłonęła choinka...). Na razie więcej nie planuję, chociaż bardzo mi się one podobają.

Kupiłam tylko trochę wstążek i zostawiłam w pasmanterii 10 złotych. Niby nic, ale z niczym to ja wróciłam. W sensie ilościowym, oczywiście. Dobrze, że nie pokusiłam się na zakupy we Wrocławiu. Jesli dobrze spojrzałam, to różnica na metrze wstązki wynosi złotówkę (!).

"Napaliłam" się na konkretne kolory, a po powrocie do domu okazało się, że wybraną wstązkę wykorzystałam przy ozdabianiu jajka wielkanocnego. Cóż, kiedy była Wielkanoć, więc zapomniało mi się ;P

Cieszę się, że choinka się Wam spodobała :) Wasze komentarze i odwiedziny motywują mnie do działania!

***

Notka na szybko, więc nie składam jeszcze świątecznych życzeń. Jeszcze tylko krótkie ogłoszenia.

Kusi...

Tak, bardzo kusi...

No dobrze, krótkie ogłoszenia parafialne. Moi Drodzy Patafianie ;)

Dziś otrzymałam przesyłkę od Aneladgam ( :* ) i od AgnieszkiMD ze słownikiem torebkowym Maknety. Relacja wkrótce!

22:54, isana_haft
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 grudnia 2010
Choinka

Choinko zielona, pachnąca jak las,

my lubimy ciebie, a ty lubisz nas...

Taka melodia chodzi mi po głowie, kiedy spoglądam na choinkę. Tym razem nie będzie o choince... jak by tu ją nazwać... Taką typowo Bożonarodzeniową, "salonową", ale o jej przedsmak, ozdobę. Moja choinka ma niecałe trzynaście centymetrów, ale tak jak prawdziwa, jest w różnych odcieniach zieleni.

I pomyśleć, że zdjęcie było robione w południe... :)

Trochę musiałam pokombinować z uwstążkowaniem tego styropianowego stożka. Licząc od dołu - w pierwszych rzędach wykorzystałam wstążkę 2,5 cm, a wyżej jest już tylko 1 cm. Nie powiem, żeby ułatwiało mi to zadanie. Poza tym, zwężająca się góra też nie pomagała. Nie miałam pomysłu jak wykończyć czubek, ale udało się dobrać pasujący łańcuch, uformować go w gwiazdkę i powstał taki efekt, jak widać wyżej.

Trzeba przyznać, że stożki ozdabia się trudniej niż kule, czy nawet jajka, ale za to jaki efekt! Ozdoby wstążkowe są bardzo wdzięczne, jeśli wybierze się ładną wstążkę, to wyglądają dostojnie.

Mam nadzieję, że czasu mi wystarczy i to nie będzie jedyna świąteczna dekoracja przygotowana w tym roku. Pierwsze kolokwium mam już za sobą, następne dopiero po Świętach. Ale nie samą nauką i robótkami człowiek żyje ;)

Miło mi, że zawieszki aniołkowe przypadły Wam do gustu. Tak jak pisałam w poprzednim poście - od spodu są podklejone białym filcem, widać więc tylko filc :)  Tył haftu na plastikowej kanwie w moim przypadku wyglądał tak samo, jak na zwykłym materiale. Lepiej było więc nikogo nie straszyć i zakleić to czymś ładniejszym :P

Akurat przestał prószyć śnieg. Brrr, nie lubię zimy...

10:52, isana_haft
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 grudnia 2010
Dotyk anioła wydanie drugie

Do tej pory niestety nie otrzymałam wieści o mojej wysłanej paczce aniołkowej. Na stronie internetowej Poczty Polskiej sprawdziłam numer paczki i według tego programu przesyłka została odebrana właśnie 3 grudnia, czyli zgodnie z zasadami wymianki. Nie wiem, czy przygotowane aniołki się podobały, ale zaprezentuję je w tym miejscu.

W paczce miały się znaleźć dwa aniołki. Wykonane przeze mnie zawieszki może nie są zbyt duże, ale były dość pracochłonne. Udało mi się je wyhaftować w zaplanowanym czasie.

Pierwszy ma brązowe włoski, a drugi to blondynek. Mam swojego faworyta ;)

Aniołki powstały na plastikowej kanwie, użyłam dwóch nitek Ariadny. Wyhaftowanie ich na normalnej kanwie z pewnością zajęłoby mniej czasu, ale nie byłoby takiego efektu. Tutaj musiałam haftować z dwóch stron, to znaczy wkłuć igłę, przeciągnąć i znów wkłuć od lewej strony. Zazwyczaj haftuję "z przodu". Może jest na to jakieś ładniejsze określenie, ale ja go niestety nie znam ;)

Kontury nie były takie straszne, poszły mi bez problemu. Potem już tylko wycinanie i podklejenie filcem. Zostawiłam mały zapasik, efekt zadowalający, prawda?

Do kompletu powstał anioł też haftowany, ale już haftem matematycznym. To moje drugie podejście do tej metody. Przyznam nieskromnie, że ta praca bardzo mi się podoba. Na żywo sukienka mieni się różnymi kolorami, trochę tego efektu udało mi się utrwalić. W tym przypadku postawiłam na prostotę. Błyszcząca nitka nie wymaga dodatkowych ozdób. Biały papier jest delikatnie wytłaczany. Opisana kartka prezentuje się następująco:

Dołączyłam też przydasie i słodycze, ale zrobienie zdjęcia zbiorczego gdzieś mi umknęło. Jeszcze raz, szkoda, że nie wiem, czy anioły podobają się Angelli .

Pozdrawiam Was ciepło i przesyłam uściski w tą niezbyt sprzyjająca dobremu nastrojowi pogodę.

15:12, isana_haft
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 29 listopada 2010
Dotyk anioła

Udział w wymiankach pozwala poznać nowych ludzi, na własne oczy zobaczyć te cuda, które cieszą oczy tylko na ekranie monitora. Tak jest również tym razem. Otrzymałam swoją porcję niespodzianek. Post miał pojawić się wcześniej, lecz kable się zbuntowały. Chyba znam powód ich złego działania...

Takie krajobrazy pojawiły się nie tylko u mnie. Na temat takiej pogody chciałoby się rzucić niecenzuralną wiązankę. Niestety, nie widzę żadnych plusów padającego śniegu, ale trzeba zacisnąć zęby i jakoś zimę przeczekać.

Moja rada brzmi następująco - zająć się w miarę możliwości czymś miłym i przyjemnym. Dodatkowo suchym i ciepłym.  Zalecam brać udział w wymiankach. Ja się zastosowałam. Chyba byłam grzeczna, oto co dostałam od "mojego aniołka".

Kobiecy anioł stróż. Pasuje do mnie idealnie, bo także lubi niebanalną biżuterię. Poza tym jest niesamowicie starannie wykonany. Bardzo mi się podoba. Przywędrował do kompletu woreczek na bogato. Owa bogatość dotyczy zarówno materiału, z jakiego jest wykonany, jak i zawartości. W środku znalazłam same słodkości :) Na woreczku zagościł haftowany aniołek. Szkoda tylko, że nie widać zbyt dobrze ślicznych srebrnych gwiazdek otaczających niebiańską postać. Także w tym przypadku zauroczyło mnie precyzyjne wykonanie.

W paczce były przydasie, które mnie ucieszyły! Niezastąpione mulinki, aniołkowe scrapki, wstążki i serwetki. Musiałabym zrobić mnóstwo zdjęć, ale niestety ich nie będzie, więc musicie mi uwierzyć, że szersza biała wstążka ma bardzo ładny wzorek.

Takie cudowności dostałam od Matricari. Kochana, w tym miejscu jeszcze raz gorąco dziękuję i przesyłam anielskie całusy!

Zastanawiam się teraz za co się zabrać. Zanim jednak wezmę się do tworzenia, to zaserwuję sobie kubek gorącej herbaty. Martwię się trochę o to, jak dojadę w środę na uczelnię. Najpierw mam wykłady, więc nie będzie tak źle ;)

Z powodu przyczyn zależnych i niezależnych ode mnie moja paczka zostanie wysłana dopiero jutro rano. Wszystko mam już przygotowane i zapakowane. Termin mija w piątek, ale mam nadzieję, ze te kila dni wystarczy naszej szacownej poczcie. Kiedy dziś listonosz dostarczył mi przesyłkę z nieznanym adresem, ale ze stempelkami z motywem aniołka bardzo się ucieszyłam. Ale z drugiej strony zmartwił mnie stan koperty... Była trochę podarta, ale na szczęście nic nie ucierpiało. Czasem się zastanawiam, co też oni robią z tymi przesyłkami. W momencie, gdy coś ginie to jasne, że ktoś chyba sobie przywłaszczył paczkę, ale takie coś? Brak słów.

Dzięki za odwiedziny, życzę Wam jak najlepszej współpracy z Pocztą Polską.

 

22:23, isana_haft
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 listopada 2010
Nowiny

Wiadomości z frontu są nareszcie bardzo dobre. Po pierwsze okazało się, że jednak zaginione słowniki torebkowe odnalazły się i jednak mój haft wróci do mnie! Bardzo bardzo się cieszę!

Mnie również dopadło przeziębienie i wolałam przez te kilka dni zostać w domu. Dobrze zrobiłam, bo pogoda za oknem nie sprzyja wracaniu do zdrowia. Kilka dni w łóżku pomaga w nadrobieniu robótkowych planów. Pracuję nad wymianką aniołkową, jak zawsze wybrałam sobie coś trochę pracochłonnego. Niedługo będzie można się pochwalić prezentami, z chęcią pokażę swoje prace, a teraz uciekam do świata rzeczywistego :)

12:16, isana_haft
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 listopada 2010
Imieninowy pokrowiec

Niedawno moja Mama obchodziła imieniny, z tej okazji postanowiłam wykonać dla niej pewien drobiazg. Co ciekawe, sama zainteresowana go jeszcze nie widziała :) Nie ma to jak niespodzianka!

Może kiedyś się uda uszyć coś, żebym była w 100% zadowolona, ale jak na moją nieokiełznaną maszynę, nie jest źle.

Ciężko było znaleźć dobre miejsce do zrobienia zdjęć, ale odrobinę udało mi się przechytrzyć wszechobecną szarość. Teraz widzę, że muszę jeszcze trochę wypchać brzegi, bo o dziwo, udało mi się je ładnie zszyć, tylko spieszyłam się ze zrobieniem fotki.

Długi weekend zleciał mi nadzwyczaj szybko. Głównie nadrabiałam zaległości edukacyjno - robótkowe. Obecnie jestem na etapie przygotowywania niespodzianki dla mojego "aniołka" :) Jeśli mówi się: moja Walentynka, to równie dobrze można powiedzieć mój aniołek, prawda?

Wydaje mi się, że pogodziłam się z przebywaniem w takim miejscu, jak Wrocław. Czyli w miejscu zatłoczonym, głośnym i stawiającym na indywidualność, ale tylko jeśli idzie o jednostkę. Bo w tłumie jest się niezauważalnym. Chyba tylko ja zwracam uwagę na przechodzących ludzi, a że jest ich tak dużo, to pewnie wyglądam jak zbłąkane zwierzę. Takie małomiasteczkowe przyzwyczajenia... Mam złudne wrażenie, że zaraz za rogiem spotkam znajomą twarz. Ba, jestem do tego stopnia "wyluzowana", że potrafię bez większych emocji przeżyć ponad dwugodzinną podróż do domu. Zaznaczam, że do pokonania jest około 50 km, ale korki ostatnio są nieziemskie... Hm, zaczyna mi się nawet podobać! Szybciej niż się tego spodziewałam, jestem na dobrej drodze.

Szkoda tylko, że czas tak szybko ucieka. Postaram się ze wszystkimi zobowiązaniami i możliwymi pomysłami zdążyć przed końcem roku. Wbrew pozorom wiele czasu nie pozostało. Bardzo dobrze pamiętam zeszłorocznego Sylwestra i ciężko mi się przyzwyczaić, że już niedługo kolejny... Ten rok przemknął mi niesamowicie prędko!

Dzięki za pozostawione słowo i odwiedziny :)

 

14:39, isana_haft
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
O autorze
Tagi
Chętnych zapraszam na pogaduchy: isana_haft@gazeta.pl