RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
Dotyk anioła

Udział w wymiankach pozwala poznać nowych ludzi, na własne oczy zobaczyć te cuda, które cieszą oczy tylko na ekranie monitora. Tak jest również tym razem. Otrzymałam swoją porcję niespodzianek. Post miał pojawić się wcześniej, lecz kable się zbuntowały. Chyba znam powód ich złego działania...

Takie krajobrazy pojawiły się nie tylko u mnie. Na temat takiej pogody chciałoby się rzucić niecenzuralną wiązankę. Niestety, nie widzę żadnych plusów padającego śniegu, ale trzeba zacisnąć zęby i jakoś zimę przeczekać.

Moja rada brzmi następująco - zająć się w miarę możliwości czymś miłym i przyjemnym. Dodatkowo suchym i ciepłym.  Zalecam brać udział w wymiankach. Ja się zastosowałam. Chyba byłam grzeczna, oto co dostałam od "mojego aniołka".

Kobiecy anioł stróż. Pasuje do mnie idealnie, bo także lubi niebanalną biżuterię. Poza tym jest niesamowicie starannie wykonany. Bardzo mi się podoba. Przywędrował do kompletu woreczek na bogato. Owa bogatość dotyczy zarówno materiału, z jakiego jest wykonany, jak i zawartości. W środku znalazłam same słodkości :) Na woreczku zagościł haftowany aniołek. Szkoda tylko, że nie widać zbyt dobrze ślicznych srebrnych gwiazdek otaczających niebiańską postać. Także w tym przypadku zauroczyło mnie precyzyjne wykonanie.

W paczce były przydasie, które mnie ucieszyły! Niezastąpione mulinki, aniołkowe scrapki, wstążki i serwetki. Musiałabym zrobić mnóstwo zdjęć, ale niestety ich nie będzie, więc musicie mi uwierzyć, że szersza biała wstążka ma bardzo ładny wzorek.

Takie cudowności dostałam od Matricari. Kochana, w tym miejscu jeszcze raz gorąco dziękuję i przesyłam anielskie całusy!

Zastanawiam się teraz za co się zabrać. Zanim jednak wezmę się do tworzenia, to zaserwuję sobie kubek gorącej herbaty. Martwię się trochę o to, jak dojadę w środę na uczelnię. Najpierw mam wykłady, więc nie będzie tak źle ;)

Z powodu przyczyn zależnych i niezależnych ode mnie moja paczka zostanie wysłana dopiero jutro rano. Wszystko mam już przygotowane i zapakowane. Termin mija w piątek, ale mam nadzieję, ze te kila dni wystarczy naszej szacownej poczcie. Kiedy dziś listonosz dostarczył mi przesyłkę z nieznanym adresem, ale ze stempelkami z motywem aniołka bardzo się ucieszyłam. Ale z drugiej strony zmartwił mnie stan koperty... Była trochę podarta, ale na szczęście nic nie ucierpiało. Czasem się zastanawiam, co też oni robią z tymi przesyłkami. W momencie, gdy coś ginie to jasne, że ktoś chyba sobie przywłaszczył paczkę, ale takie coś? Brak słów.

Dzięki za odwiedziny, życzę Wam jak najlepszej współpracy z Pocztą Polską.

 

22:23, isana_haft
Link Komentarze (4) »
czwartek, 25 listopada 2010
Nowiny

Wiadomości z frontu są nareszcie bardzo dobre. Po pierwsze okazało się, że jednak zaginione słowniki torebkowe odnalazły się i jednak mój haft wróci do mnie! Bardzo bardzo się cieszę!

Mnie również dopadło przeziębienie i wolałam przez te kilka dni zostać w domu. Dobrze zrobiłam, bo pogoda za oknem nie sprzyja wracaniu do zdrowia. Kilka dni w łóżku pomaga w nadrobieniu robótkowych planów. Pracuję nad wymianką aniołkową, jak zawsze wybrałam sobie coś trochę pracochłonnego. Niedługo będzie można się pochwalić prezentami, z chęcią pokażę swoje prace, a teraz uciekam do świata rzeczywistego :)

12:16, isana_haft
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 listopada 2010
Imieninowy pokrowiec

Niedawno moja Mama obchodziła imieniny, z tej okazji postanowiłam wykonać dla niej pewien drobiazg. Co ciekawe, sama zainteresowana go jeszcze nie widziała :) Nie ma to jak niespodzianka!

Może kiedyś się uda uszyć coś, żebym była w 100% zadowolona, ale jak na moją nieokiełznaną maszynę, nie jest źle.

Ciężko było znaleźć dobre miejsce do zrobienia zdjęć, ale odrobinę udało mi się przechytrzyć wszechobecną szarość. Teraz widzę, że muszę jeszcze trochę wypchać brzegi, bo o dziwo, udało mi się je ładnie zszyć, tylko spieszyłam się ze zrobieniem fotki.

Długi weekend zleciał mi nadzwyczaj szybko. Głównie nadrabiałam zaległości edukacyjno - robótkowe. Obecnie jestem na etapie przygotowywania niespodzianki dla mojego "aniołka" :) Jeśli mówi się: moja Walentynka, to równie dobrze można powiedzieć mój aniołek, prawda?

Wydaje mi się, że pogodziłam się z przebywaniem w takim miejscu, jak Wrocław. Czyli w miejscu zatłoczonym, głośnym i stawiającym na indywidualność, ale tylko jeśli idzie o jednostkę. Bo w tłumie jest się niezauważalnym. Chyba tylko ja zwracam uwagę na przechodzących ludzi, a że jest ich tak dużo, to pewnie wyglądam jak zbłąkane zwierzę. Takie małomiasteczkowe przyzwyczajenia... Mam złudne wrażenie, że zaraz za rogiem spotkam znajomą twarz. Ba, jestem do tego stopnia "wyluzowana", że potrafię bez większych emocji przeżyć ponad dwugodzinną podróż do domu. Zaznaczam, że do pokonania jest około 50 km, ale korki ostatnio są nieziemskie... Hm, zaczyna mi się nawet podobać! Szybciej niż się tego spodziewałam, jestem na dobrej drodze.

Szkoda tylko, że czas tak szybko ucieka. Postaram się ze wszystkimi zobowiązaniami i możliwymi pomysłami zdążyć przed końcem roku. Wbrew pozorom wiele czasu nie pozostało. Bardzo dobrze pamiętam zeszłorocznego Sylwestra i ciężko mi się przyzwyczaić, że już niedługo kolejny... Ten rok przemknął mi niesamowicie prędko!

Dzięki za pozostawione słowo i odwiedziny :)

 

14:39, isana_haft
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 listopada 2010
A Dictionary of Gardens -1-

Proszę bardzo, oto co zajmowało mój czas wolny :) Na pierwszy rzut cały słownik ogrodowy:

Takie wyszywanie to dla mnie sama przyjemność. Przyznam szczerze, że miałam trochę kłopotów z doborem kolorów mulin, z pomocą przyszedł mi pewien program, ale i tak wiem, że każdy słownik będzie się różnił od siebie. Na tym polega cały urok tej zabawy - każdy dowolnie ją interpretuje! Ja miałam inną wizję na główny napis, to znaczy wyhaftowałam go całymi krzyżykami, ponieważ w tych obrazkach podoba mi się taśma, która "góruje" nad małymi częściami. W oryginale zaleca się użycie w krzyżykach pojedynczej nitki. W samych obrazkach zdecydowałam się na półkrzyżyki. Kontury poszły mi sprawnie i szybko. Jestem zadowolona, bo wyrobiłam się w zaplanowanym czasie i jeszcze miałam przy tym dobra zabawę. Starałam się zapomnieć o moim zaginionym słowniczku torebkowym... :(

Co oznacza A Dictionary of Gardens łatwo się domyśleć ze wpisu - słownik ogrodowy/ ogródkowy. Ale tłumaczenie nazwy pierwszego obrazka już nie jest takie oczywiste... Garden hose to dosłownie wąż ogrodowy. Taki zwyczajny, gumowy, zazwyczaj zielony. Co ma wąż do wystrojonej pary na pierwszym planie? Otóż angielskie słowo hose to także gacie :) ale nie takie zwyczajne, tylko pludry. Czyli szczyt mody polskiej XVII i XVIII wieku. Do tego obowiązkowo kołnierze (które mnie kojarzą się z takimi osłonami dla psów... ) i cudne kolorowe skarpety. W ten sposób powstał haft przedstawiający kobietę i mężczyznę z zamierzchłych czasów podziwiających się nawzajem w starannie utrzymanym ogrodzie. A wąż dodatkowo mógł się schować w pańskiej kieszeni...

Zanim jednak na dobre skończyłam przygodę z haftowaniem tego obrazka, popadłam w nałóg... Już to wiem... Ciągle myślę tylko o tym, nie mogę zasnąć do późna w nocy. Dziś jednak już będę musiała jakoś przeżyć. Mimo że teoretycznie wiem na czym stoję, zdaję sobie sprawę jak to się zakończy.

Przecież widziałam film, nawet dwie części. Ale książka to nie to samo. Książka jest cudowna. Nie mogłam się oderwać, dopóki jej nie skończyłam. Ach, mowa tu o "Zmierzchu" Stephenie Meyer. Muszę poprosić koleżankę o kolejny tom i szybko dotrzeć do ostatniej części! Kto czytał, ten wie o czym mówię. Ta książka szczególnie przypadła mi do gustu, film był ciekawy, ale nie zawładnął aż tak bardzo moją wyobraźnią.

W oczekiwaniu na kolejną kanwę, zawieszam działalność słownikową i oddaję się pomysłom w celu stworzenia prezentu na wymiankę aniołkową. Dobrze, że nie na wampirzą... :)

U mnie za oknem tak jak w Forks, miejscu w przytoczonej książce, gdzie poznali się główni bohaterowie - zimno, mokro i mgliście.

Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej!

20:46, isana_haft
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 listopada 2010
Zdjęcia a zajęcia

Takie oto porównanie wpadło mi go głowy - stosunek zdjęć do zajęć wynosi 0:X, przy czym X to jedna wielka niewiadoma. Powoli rośnie pierwszy obrazek na nowym słowniczku. Niewiele już zostało, potem tylko kontury i gotowe! Niestety, mój słownik torebkowy zaginął w akcji...

To tyle na polu robótkowym. Zapisałam się u pewnej sympatycznej Osoby na wymiankę aniołkową. Już się nie mogę doczekać, bardzo lubię takie zabawy. Mam już kilka pomysłów, ale z ich realizacją zaczekam do czasu poznania swojej "połówki", bo chciałabym prezencik trochę zindywidualizować.

Uczelnia pochłania mój czas w nadmiarze, ale powoli zaczynam się przyzwyczajać. Dni mijają mi coraz szybciej, a wszystkie czynności rozkładają się w czasie. Ostatnio w autobusie uprzyjemniam sobie życie książką. Właśnie skończyłam czytać "Depozyt" Chmielewskiej. Do tej pory nie spotkałam się z tym tytułem, więc z niecierpliwością czekałam do ostatniej strony. Kolejna pozycja do kolekcji oraz do listy ulubionych książek. Serdecznie polecam, ale trzeba uważać na potężną dawkę śmiechu!

Pogoda za oknem nie zachęca do spacerów, ale mimo to życzę miłego dnia oraz całego rozpoczynającego się właśnie miesiąca!

10:35, isana_haft
Link Komentarze (2) »
O autorze
Tagi
Chętnych zapraszam na pogaduchy: isana_haft@gazeta.pl